Andrzej Andrysiak: Władza, dwukadencyjność i przyszłość mediów lokalnych00:16:41
- server:
- format:
- bufferingTime:
- bufferLevel:
- drmTimeSeconds:
- estimatedBandwidth:
- streamBandwidth:
- width:
- height:
- loadLatency:
zwiń opis video
pokaż opis video
Dodał: dlaCiebietv
To niebywała okazja, żeby porozmawiać o mediach, przede wszystkim o mediach lokalnych, a także o władzy samorządowej. Wiem, że to właśnie z tymi tematami najczęściej jesteś kojarzony, zwłaszcza jeśli chodzi o gremia warszawskie i publiczne wypowiedzi.
Tak, to prawda choć oczywiście nie tylko ja. My, lokalni dziennikarze, z definicji zawsze obserwujemy władzę samorządową i staramy się patrzeć jej na ręce. A teraz w obszarze mediów lokalnych dzieje się naprawdę dużo podobnie w obszarze samorządów czy regulacji prawnych. Przypomnę choćby, że w piątek 12 września odbyło się pierwsze czytanie ustawy o dwukadencyjności, która w dużym stopniu dotyczy także nas.
I jak obstawiasz, co się stanie z tym projektem?
Najpierw powiem, jakbym chciał, żeby było. Moim zdaniem ta ustawa powinna już po pierwszym czytaniu trafić do kosza. Dwukadencyjność to jedna z nielicznych regulacji, która realnie może poprawić jakość samorządu. Ale wydaje mi się, że projekt trafi do drugiego czytania i tam nie znajdzie większości. Lewica już jasno zapowiedziała, że będzie przeciw. Hołownia jest podzielony. PiS również się sprzeciwia, a w Platformie znam kilkunastu posłów, którzy też deklarują głos sprzeciwu wobec zniesienia dwukadencyjności.
Myślisz, że to wynika bardziej z dużej fali sprzeciwu społecznego i dyskusji, czy raczej z politycznej kalkulacji, że forsowanie tego pomysłu to byłoby przegięcie?
Myślę, że jedno i drugie. Po pierwsze decyzja należy do Donalda Tuska, a on wcale nie jest entuzjastą likwidacji dwukadencyjności, bo politycznie mu się to zwyczajnie nie opłaca. A po drugie opór społeczny jest ogromny. W konsultacjach sejmowych udział wzięło aż 2800 osób, co jest jednym z najwyższych wyników w ostatnich latach. 87% z nich opowiedziało się przeciwko. To bardzo wyraźny sygnał. Jeśli politycy zniosą dwukadencyjność, zapłacą za to spadkiem w sondażach. Żadna partia nie lubi tracić punktów. Dlatego moim zdaniem ta zmiana nie przejdzie.
Porozmawiajmy teraz o samych mediach lokalnych. Jak oceniasz ich kondycję i dlaczego są tak ważne? Czy rzeczywiście pełnią rolę regulatora na lokalnym rynku informacji?
Dla mnie media lokalne to zwornik demokracji na poziomie samorządu. Stanowią coś w rodzaju instytucji obywatelskiej, bez której nie ma realnych standardów demokratycznych. Obecnie sytuacja polskich mediów lokalnych jest trudna, bo są one atakowane z dwóch stron. Z jednej przez media samorządowe, które w mojej ocenie są patologią. Władza zamiast podlegać kontroli, wydaje swoje własne publikacje, w których kreuje korzystny dla siebie obraz rzeczywistości. Piszą o nowych chodnikach i przecinanych wstęgach, ale już nie o zadłużonych budżetach. Z drugiej strony zagrożeniem są bigtechy, czyli platformy społecznościowe, które zarabiają na dezinformacji i fake newsach. Im bardziej sensacyjna, emocjonalna treść, tym większe zasięgi i tym więcej reklam do sprzedania. A jedyną realną przeciwwagą wobec tej propagandy i chaosu informacyjnego są właśnie niezależne media lokalne.
Obserwujesz też rynek prasy lokalnej szerzej gazety, portale internetowe, multimedia. Co dzieje się z lokalnymi społecznościami, kiedy tej niezależnej prasy zaczyna brakować?
Wtedy mamy klasyczny przykład pustyni informacyjnej. To nie tylko obszar, gdzie nie ma żadnych mediów, ale również taki, w którym cała informacja pochodzi z jednego źródła najczęściej samorządowego. Komisja Europejska wyraźnie podkreśla, że brak niezależnej informacji oznacza brak możliwości racjonalnego wyboru obywatelskiego. Dlatego tak mocno naciska na zwalczanie pustyń informacyjnych i wspieranie niezależnych redakcji.
A jaka jest przyszłość mediów lokalnych? Jesteśmy skazani na dominację bigtechów?
Przyszłość zależy głównie od państwa. Jeśli rząd będzie traktował media lokalne jako element demokracji i wspierał je przynajmniej na równi z bigtechami, wtedy mają one szansę przetrwać i się rozwijać. Niestety dziś w Polsce jest odwrotnie państwo wspiera globalne platformy, a osłabia własne niezależne media. W wielu krajach Europy stosuje się różne rozwiązania podatki dla bigtechów, obowiązki płatności dla wydawców, regulacje chroniące lokalne redakcje. My też powinniśmy iść w tym kierunku.
Materiał pochodzi ze strony https://www.jaw.pl
#jaworzno #jawpl
Tak, to prawda choć oczywiście nie tylko ja. My, lokalni dziennikarze, z definicji zawsze obserwujemy władzę samorządową i staramy się patrzeć jej na ręce. A teraz w obszarze mediów lokalnych dzieje się naprawdę dużo podobnie w obszarze samorządów czy regulacji prawnych. Przypomnę choćby, że w piątek 12 września odbyło się pierwsze czytanie ustawy o dwukadencyjności, która w dużym stopniu dotyczy także nas.
I jak obstawiasz, co się stanie z tym projektem?
Najpierw powiem, jakbym chciał, żeby było. Moim zdaniem ta ustawa powinna już po pierwszym czytaniu trafić do kosza. Dwukadencyjność to jedna z nielicznych regulacji, która realnie może poprawić jakość samorządu. Ale wydaje mi się, że projekt trafi do drugiego czytania i tam nie znajdzie większości. Lewica już jasno zapowiedziała, że będzie przeciw. Hołownia jest podzielony. PiS również się sprzeciwia, a w Platformie znam kilkunastu posłów, którzy też deklarują głos sprzeciwu wobec zniesienia dwukadencyjności.
Myślisz, że to wynika bardziej z dużej fali sprzeciwu społecznego i dyskusji, czy raczej z politycznej kalkulacji, że forsowanie tego pomysłu to byłoby przegięcie?
Myślę, że jedno i drugie. Po pierwsze decyzja należy do Donalda Tuska, a on wcale nie jest entuzjastą likwidacji dwukadencyjności, bo politycznie mu się to zwyczajnie nie opłaca. A po drugie opór społeczny jest ogromny. W konsultacjach sejmowych udział wzięło aż 2800 osób, co jest jednym z najwyższych wyników w ostatnich latach. 87% z nich opowiedziało się przeciwko. To bardzo wyraźny sygnał. Jeśli politycy zniosą dwukadencyjność, zapłacą za to spadkiem w sondażach. Żadna partia nie lubi tracić punktów. Dlatego moim zdaniem ta zmiana nie przejdzie.
Porozmawiajmy teraz o samych mediach lokalnych. Jak oceniasz ich kondycję i dlaczego są tak ważne? Czy rzeczywiście pełnią rolę regulatora na lokalnym rynku informacji?
Dla mnie media lokalne to zwornik demokracji na poziomie samorządu. Stanowią coś w rodzaju instytucji obywatelskiej, bez której nie ma realnych standardów demokratycznych. Obecnie sytuacja polskich mediów lokalnych jest trudna, bo są one atakowane z dwóch stron. Z jednej przez media samorządowe, które w mojej ocenie są patologią. Władza zamiast podlegać kontroli, wydaje swoje własne publikacje, w których kreuje korzystny dla siebie obraz rzeczywistości. Piszą o nowych chodnikach i przecinanych wstęgach, ale już nie o zadłużonych budżetach. Z drugiej strony zagrożeniem są bigtechy, czyli platformy społecznościowe, które zarabiają na dezinformacji i fake newsach. Im bardziej sensacyjna, emocjonalna treść, tym większe zasięgi i tym więcej reklam do sprzedania. A jedyną realną przeciwwagą wobec tej propagandy i chaosu informacyjnego są właśnie niezależne media lokalne.
Obserwujesz też rynek prasy lokalnej szerzej gazety, portale internetowe, multimedia. Co dzieje się z lokalnymi społecznościami, kiedy tej niezależnej prasy zaczyna brakować?
Wtedy mamy klasyczny przykład pustyni informacyjnej. To nie tylko obszar, gdzie nie ma żadnych mediów, ale również taki, w którym cała informacja pochodzi z jednego źródła najczęściej samorządowego. Komisja Europejska wyraźnie podkreśla, że brak niezależnej informacji oznacza brak możliwości racjonalnego wyboru obywatelskiego. Dlatego tak mocno naciska na zwalczanie pustyń informacyjnych i wspieranie niezależnych redakcji.
A jaka jest przyszłość mediów lokalnych? Jesteśmy skazani na dominację bigtechów?
Przyszłość zależy głównie od państwa. Jeśli rząd będzie traktował media lokalne jako element demokracji i wspierał je przynajmniej na równi z bigtechami, wtedy mają one szansę przetrwać i się rozwijać. Niestety dziś w Polsce jest odwrotnie państwo wspiera globalne platformy, a osłabia własne niezależne media. W wielu krajach Europy stosuje się różne rozwiązania podatki dla bigtechów, obowiązki płatności dla wydawców, regulacje chroniące lokalne redakcje. My też powinniśmy iść w tym kierunku.
Materiał pochodzi ze strony https://www.jaw.pl
#jaworzno #jawpl
Komentarze
Nasz serwis wykorzystuje pliki cookie (zobacz naszą politykę). Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies możesz zmienić w ustawieniach Twojej przeglądarki. RODO - Informacje