Dodał: Prawicowy Internet
To, co ogłosił Departament Stanu USA, jest wydarzeniem bez precedensu. Po raz pierwszy w historii administracja amerykańska jasno stwierdziła, że aborcja finansowana ze środków publicznych jest naruszeniem praw człowieka. To fundamentalny zwrot i krok, który może zmienić globalne standardy w obronie życia, wolności słowa i ochronie dzieci przed ideologicznymi eksperymentami.
Amerykanie mówią wprost: okaleczanie dzieci w ramach tzw. tranzycji, kneblowanie wolności słowa pod pretekstem mowy nienawiści, uprzywilejowywanie jednych grup kosztem drugich oraz państwowe finansowanie aborcji to działania łamiące podstawowe prawa człowieka. To dokładnie te obszary, które w Europie także w Polsce pod rządami Donalda Tuska próbuje się przedstawiać jako standardy demokracji. Tymczasem największe mocarstwo świata mówi jasno: to jest przemoc wobec obywateli.
Ta deklaracja ma ogromne znaczenie praktyczne, bo raport Departamentu Stanu jest narzędziem, na którym opiera się amerykańska polityka zagraniczna: pomoc, handel, bezpieczeństwo. Jeżeli aborcja finansowana z budżetu państwa zostanie uznana za naruszenie praw człowieka, to kraje idące tą drogą mogą ponieść realne konsekwencje międzynarodowe.
My w Polsce widzimy, jak bardzo potrzebne jest takie otrzeźwienie. Gdy Unia Europejska chce wymuszać na narodach rozwiązania radykalnie sprzeczne z ich kulturą, tradycją i konstytucyjnymi wartościami; kiedy próbuje ingerować nawet w wychowanie dzieci czy prawa rodziców, decyzja Stanów Zjednoczonych pokazuje, że świat zaczyna dostrzegać szkodliwość tej ideologicznej rewolucji.
To jest moment przełomowy. Moment, który mówi jasno: prawa człowieka nie polegają na odbieraniu głosu rodzicom, nie polegają na cenzurze, nie polegają na państwowym finansowaniu zabijania nienarodzonych dzieci. I w Polsce, jako konserwatywni politycy, mamy obowiązek mówić o tym otwarcie. Bo dziś, gdy ideologia próbuje zastąpić zdrowy rozsądek, każde takie stanowisko wielkiego państwa może zmienić bieg historii.
Amerykanie mówią wprost: okaleczanie dzieci w ramach tzw. tranzycji, kneblowanie wolności słowa pod pretekstem mowy nienawiści, uprzywilejowywanie jednych grup kosztem drugich oraz państwowe finansowanie aborcji to działania łamiące podstawowe prawa człowieka. To dokładnie te obszary, które w Europie także w Polsce pod rządami Donalda Tuska próbuje się przedstawiać jako standardy demokracji. Tymczasem największe mocarstwo świata mówi jasno: to jest przemoc wobec obywateli.
Ta deklaracja ma ogromne znaczenie praktyczne, bo raport Departamentu Stanu jest narzędziem, na którym opiera się amerykańska polityka zagraniczna: pomoc, handel, bezpieczeństwo. Jeżeli aborcja finansowana z budżetu państwa zostanie uznana za naruszenie praw człowieka, to kraje idące tą drogą mogą ponieść realne konsekwencje międzynarodowe.
My w Polsce widzimy, jak bardzo potrzebne jest takie otrzeźwienie. Gdy Unia Europejska chce wymuszać na narodach rozwiązania radykalnie sprzeczne z ich kulturą, tradycją i konstytucyjnymi wartościami; kiedy próbuje ingerować nawet w wychowanie dzieci czy prawa rodziców, decyzja Stanów Zjednoczonych pokazuje, że świat zaczyna dostrzegać szkodliwość tej ideologicznej rewolucji.
To jest moment przełomowy. Moment, który mówi jasno: prawa człowieka nie polegają na odbieraniu głosu rodzicom, nie polegają na cenzurze, nie polegają na państwowym finansowaniu zabijania nienarodzonych dzieci. I w Polsce, jako konserwatywni politycy, mamy obowiązek mówić o tym otwarcie. Bo dziś, gdy ideologia próbuje zastąpić zdrowy rozsądek, każde takie stanowisko wielkiego państwa może zmienić bieg historii.