Druga Pieśń nad pieśniami (4/8)00:20:02
- server:
- format:
- bufferingTime:
- bufferLevel:
- drmTimeSeconds:
- estimatedBandwidth:
- streamBandwidth:
- width:
- height:
- loadLatency:
zwiń opis video
pokaż opis video
Dodał: Zakochany w Biblii
Kontynuujemy nasze czytanie Pieśni nad Pieśniami w kluczu duchowo-moralnym. W poprzednim odcinku doszliśmy do wniosku, że życie z Oblubieńcem nie jest drogą usłaną różami, jest raczej czasem stopniowego dojrzewania, składającego się z przeplatanych okresów bliskości i oddalenia od Oblubieńca. Druga pieśń zaczyna się właśnie od ponownego spotkania:
Głos mojego ukochanego! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach. Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia.
Oblubieniec zniknął, ale wraca! Najpiękniejsze jest to, że On sam poszukuje Przyjaciółki, ma inicjatywę. W pierwszej pieśni Przyjaciółka poznała zapach Oblubieńca, w drugiej pieśni poznaje Jego głos. Oblubieniec rozmawia, nawiązuje relację. Czy pamiętacie, kiedy w Biblii po raz pierwszy odnotowano, jak człowiek słyszy głos nieobecnego Boga? Po grzechu pierworodnym, kiedy Bóg przechadzał się po ogrodzie w porze powiewu wiatru i zawołał: «Gdzie jesteś?» (Rdz 3, 8). Bóg szukał kontaktu z człowiekiem, jeszcze nie było za późno dla Adama i Ewy na wyznanie swojej winy i na wyrażenie skruchy. Przyjaciółka rozpoznaje ten głos, który ma jakby w pamięci.
Nasz Bóg przemawia, nasz Bóg przychodzi do nas, tam gdzie jesteśmy. Nie oczekuje, że sami przyjdziemy do Jego tronu, On pierwszy schodzi z tronu i szuka nas tam, gdzie się znajdujemy, nawet jeśli wylądowaliśmy w rynsztoku!
Oblubieniec nie tylko przychodzi, biegnie i skacze, nic Go nie powstrzymuje: ani góry wysokie, ani pagórki niskie, które są symbolami naszych grzechów ciężkich lub powszednich.
Oto stoi za naszym murem, patrzy przez okno, świeci przez kraty.
Oblubieniec był daleko, ale już jest blisko. Błyskawicznie znalazł się u naszych drzwi i zatrzymał swój bieg, dotarł do celu, już się nie spieszy, jest pełen spokoju i dostojeństwa, ale też się nie narzuca, jest delikatny i nie przekracza progu naszego domu bez zaproszenia. Odnajdziemy dokładnie te same słowa w Księdze Apokalipsy: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną (Ap 3, 20).
Ostatnie zdanie zagląda przez kraty w dosłownym tłumaczeniu brzmi świeci przez kraty, co można interpretować jako częściowe objawienie się Oblubieńca, aby nie oślepiać Przyjaciółki nadmiarem własnego blasku. Odsyła to nas do tajemnicy wcielenia Słowa Bożego, które przyjęło postać zwykłego człowieka, a nawet niemowlaka, abyśmy mogli z ufnością zbliżać się do Niego, podczas gdy pomarlibyśmy, gdybyśmy patrzyli na Boga bez zasłony.
Miły mój odzywa się i mówi do mnie: Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź!
Powstań usłyszeliśmy to słowo w Ewangelii: Talitha kum Dziewczynko, mówię ci, wstań! (Mk 5,41). Dziewczynka usłyszała: powstań z martwych, następnie pójdź. Polecenie Pójdź zostało już usłyszane przez Abrahama (Rdz 13, 17), jest to słowo charakterystyczne dla powołania człowieka przez Boga.
Historia miłości między Oblubieńcem i Przyjaciółką nie jest więc słodkawym romansikiem, nie polega na byciu zapatrzonym w siebie, ale owocuje wyjściem na zewnątrz. Pierwszym krokiem jest słuchanie i przyjęcie słowa, kolejnym krokiem jest wydawanie owoców. Kiedy Jezus widział w człowieku odpowiednią gotowość, wołał: Pójdź za mną (Mk 2, 14). Jest to naglące wołanie pełne miłości:
Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania drzew, i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. Figowiec wydał zawiązki owoców i winne krzewy kwitnące już pachną. Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź!
Trudno być bardziej naglącym, przekonującym, delikatnym i szanującym. W pierwszej pieśni to Przyjaciółka szukała Oblubieńca, szukała Jego głosu, teraz Oblubieniec szuka Przyjaciółki, chce patrzeć na jej twarz i słyszeć jej głos:
Gołąbko ma, ukryta w rozpadlinach skały, w szczelinach przepaści, ukaż mi swą twarz, daj mi usłyszeć swój głos! Bo słodki jest głos twój i twarz pełna wdzięku.
Aby uzmysłowić sobie intensywność tej relacji, warto ją przenieść do realiów naszej relacji z Bogiem. Na przykład, kiedy udajemy się na adorację Najświętszego Sakramentu, biegniemy przez miasto, biegniemy przez kościół i szukamy Bożego oblicza ukrytego za zasłoną białej hostii. Nam się wydaje, że jest to wysiłek jednostronny, podczas gdy żarliwa miłość płynie najpierw z drugiej strony, kiedy Bóg wyczekuje naszego przybycia, drży z radości na nasz widok, wyczekuje naszych słów i bombarduje nas łaskami.
Wracając do pieśni, Oblubieniec wypowiedział swoje oczekiwanie, ale jakoś nie odnotowano odpowiedzi ze strony Przyjaciółki. Na ratunek przychodzi Chór, który wypełnia tę pustkę:
Schwytajcie nam lisy, małe lisy, co pustoszą winnice, bo w kwieciu są winnice nasze.
Biblia Pieśń nad pieśniami
Stary Testament Tanach
Canticum canticorum Salomonis Szir ha-szirim
Głos mojego ukochanego! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach. Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia.
Oblubieniec zniknął, ale wraca! Najpiękniejsze jest to, że On sam poszukuje Przyjaciółki, ma inicjatywę. W pierwszej pieśni Przyjaciółka poznała zapach Oblubieńca, w drugiej pieśni poznaje Jego głos. Oblubieniec rozmawia, nawiązuje relację. Czy pamiętacie, kiedy w Biblii po raz pierwszy odnotowano, jak człowiek słyszy głos nieobecnego Boga? Po grzechu pierworodnym, kiedy Bóg przechadzał się po ogrodzie w porze powiewu wiatru i zawołał: «Gdzie jesteś?» (Rdz 3, 8). Bóg szukał kontaktu z człowiekiem, jeszcze nie było za późno dla Adama i Ewy na wyznanie swojej winy i na wyrażenie skruchy. Przyjaciółka rozpoznaje ten głos, który ma jakby w pamięci.
Nasz Bóg przemawia, nasz Bóg przychodzi do nas, tam gdzie jesteśmy. Nie oczekuje, że sami przyjdziemy do Jego tronu, On pierwszy schodzi z tronu i szuka nas tam, gdzie się znajdujemy, nawet jeśli wylądowaliśmy w rynsztoku!
Oblubieniec nie tylko przychodzi, biegnie i skacze, nic Go nie powstrzymuje: ani góry wysokie, ani pagórki niskie, które są symbolami naszych grzechów ciężkich lub powszednich.
Oto stoi za naszym murem, patrzy przez okno, świeci przez kraty.
Oblubieniec był daleko, ale już jest blisko. Błyskawicznie znalazł się u naszych drzwi i zatrzymał swój bieg, dotarł do celu, już się nie spieszy, jest pełen spokoju i dostojeństwa, ale też się nie narzuca, jest delikatny i nie przekracza progu naszego domu bez zaproszenia. Odnajdziemy dokładnie te same słowa w Księdze Apokalipsy: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną (Ap 3, 20).
Ostatnie zdanie zagląda przez kraty w dosłownym tłumaczeniu brzmi świeci przez kraty, co można interpretować jako częściowe objawienie się Oblubieńca, aby nie oślepiać Przyjaciółki nadmiarem własnego blasku. Odsyła to nas do tajemnicy wcielenia Słowa Bożego, które przyjęło postać zwykłego człowieka, a nawet niemowlaka, abyśmy mogli z ufnością zbliżać się do Niego, podczas gdy pomarlibyśmy, gdybyśmy patrzyli na Boga bez zasłony.
Miły mój odzywa się i mówi do mnie: Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź!
Powstań usłyszeliśmy to słowo w Ewangelii: Talitha kum Dziewczynko, mówię ci, wstań! (Mk 5,41). Dziewczynka usłyszała: powstań z martwych, następnie pójdź. Polecenie Pójdź zostało już usłyszane przez Abrahama (Rdz 13, 17), jest to słowo charakterystyczne dla powołania człowieka przez Boga.
Historia miłości między Oblubieńcem i Przyjaciółką nie jest więc słodkawym romansikiem, nie polega na byciu zapatrzonym w siebie, ale owocuje wyjściem na zewnątrz. Pierwszym krokiem jest słuchanie i przyjęcie słowa, kolejnym krokiem jest wydawanie owoców. Kiedy Jezus widział w człowieku odpowiednią gotowość, wołał: Pójdź za mną (Mk 2, 14). Jest to naglące wołanie pełne miłości:
Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania drzew, i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. Figowiec wydał zawiązki owoców i winne krzewy kwitnące już pachną. Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź!
Trudno być bardziej naglącym, przekonującym, delikatnym i szanującym. W pierwszej pieśni to Przyjaciółka szukała Oblubieńca, szukała Jego głosu, teraz Oblubieniec szuka Przyjaciółki, chce patrzeć na jej twarz i słyszeć jej głos:
Gołąbko ma, ukryta w rozpadlinach skały, w szczelinach przepaści, ukaż mi swą twarz, daj mi usłyszeć swój głos! Bo słodki jest głos twój i twarz pełna wdzięku.
Aby uzmysłowić sobie intensywność tej relacji, warto ją przenieść do realiów naszej relacji z Bogiem. Na przykład, kiedy udajemy się na adorację Najświętszego Sakramentu, biegniemy przez miasto, biegniemy przez kościół i szukamy Bożego oblicza ukrytego za zasłoną białej hostii. Nam się wydaje, że jest to wysiłek jednostronny, podczas gdy żarliwa miłość płynie najpierw z drugiej strony, kiedy Bóg wyczekuje naszego przybycia, drży z radości na nasz widok, wyczekuje naszych słów i bombarduje nas łaskami.
Wracając do pieśni, Oblubieniec wypowiedział swoje oczekiwanie, ale jakoś nie odnotowano odpowiedzi ze strony Przyjaciółki. Na ratunek przychodzi Chór, który wypełnia tę pustkę:
Schwytajcie nam lisy, małe lisy, co pustoszą winnice, bo w kwieciu są winnice nasze.
Biblia Pieśń nad pieśniami
Stary Testament Tanach
Canticum canticorum Salomonis Szir ha-szirim
Komentarze
Nasz serwis wykorzystuje pliki cookie (zobacz naszą politykę). Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies możesz zmienić w ustawieniach Twojej przeglądarki. RODO - Informacje