Dodał: nazar78
Przez bardzo długi czas można wmawiać sobie, że ból w klatce piersiowej i wieczne wyczekiwanie na sygnał to cena, jaką płaci się za wielkie uczucie. Godzimy się na rolę cienia, na tkwienie w bezpiecznym uśpieniu i dorabianie glorii do czyichś zwykłych gestów. Aż w końcu przychodzi dzień, w którym musisz stanąć przed lustrem i spojrzeć prawdzie w oczy.
Mój najnowszy utwór, Otwieram oczy, to surowe i bezkompromisowe rozliczenie z iluzją relacji. Opowiada o tym przełomowym momencie, w którym człowiek zdaje sobie sprawę, że to, co brał za miłość, było w rzeczywistości tylko głodem dopaminy. To historia o odrzuceniu roli petenta czekającego na cudzą łaskawość.
Zrozumiałem, że samotność choć potrafi parzyć jak ogień nie zabija. Zabija za to powolne tracenie siebie w chorych, jednostronnych układach. Dlatego ten utwór to nie skarga. To mój osobisty manifest wolności, zrywanie żelaznych pęt zmyślonych ołtarzy i decyzja, by od teraz samemu budować swoją drogę od nowa. Bez żebractwa o ratunek, bez ucieczki w samotne milczenie.
Pora odzyskać ster. Pora odzyskać swój prawdziwy rytm.
Mój najnowszy utwór, Otwieram oczy, to surowe i bezkompromisowe rozliczenie z iluzją relacji. Opowiada o tym przełomowym momencie, w którym człowiek zdaje sobie sprawę, że to, co brał za miłość, było w rzeczywistości tylko głodem dopaminy. To historia o odrzuceniu roli petenta czekającego na cudzą łaskawość.
Zrozumiałem, że samotność choć potrafi parzyć jak ogień nie zabija. Zabija za to powolne tracenie siebie w chorych, jednostronnych układach. Dlatego ten utwór to nie skarga. To mój osobisty manifest wolności, zrywanie żelaznych pęt zmyślonych ołtarzy i decyzja, by od teraz samemu budować swoją drogę od nowa. Bez żebractwa o ratunek, bez ucieczki w samotne milczenie.
Pora odzyskać ster. Pora odzyskać swój prawdziwy rytm.